Dym. Dym, który
unosi się nad budynkami wielkich aglomeracji. Może w jej wypadku nie wielkich,
ale znośnych rozmiarów. Tym właśnie pachniały włosy dziewczyny, kiedy za każdym
razem wracała ze szkoły do domu wąskimi ulicami miasta. Nie zwracała na to zbyt
dużej uwagi. Szła, pogrążona we własnych myślach. Ale czy o czymkolwiek
myślała? Nie, oczywiście że nie. Szła stanowczym krokiem, starając się nie
zachwiać. W słuchawkach tętniła głośno ustawiono muzyka, która
opowiadała jej historię. Z każdym kolejnym wersem piosenki czuła, że za chwile
nie wytrzyma. Za chwile wszystkie jej emocje uzewnętrznią się, a ona znów
pozostanie zgniecioną, pożółkłą kartką papieru.
Skręca. Przechodzi obok piekarni.
Zapach dymu powinien ustąpić miejsca zapachu świeżych wypieków. Jednak tak się nie dzieje. Piekarnia po godzinie piętnastej nie tętni życiem, tak jak każdego poranka. Nie widzi bułek, chlebów, drożdżówek i innego tego typu produktów przenoszonych do małych ciężarówek, które rozwożą jedzenie do pobliskich sklepików.
Staje.
Zaciąga się dymem.
Dymem, który na pewno nie jest zdrowy dla ludzkiego organizmu.
Lecz
nie myśli o tym.
Przecież nie jest
człowiekiem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz